Czy można liczyć na sondaże przedwyborcze w trakcie wyborów samorządowych? O ile w dużych miastach tak, o tyle w tych mniejszych już nie.
Sondaże przedwyborcze zawsze budzą mniejsze lub większe zainteresowanie. Nawet na kilka miesięcy przed wyborami ich publikowanie zwraca uwagę opinii społecznej.
Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Katowice i kilka jeszcze innych największych miast w Polsce są obiektem badań nastrojów społecznych, dzięki temu dowiadujemy się, jakie mogą być wyniki wyborów. Analizując te wyniki oraz zestawiając je wynikami poparcia dla poszczególnych partii politycznych można oczywiście wysnuć ogólne wnioski dotyczące tego, w jakich województwach dana partia może mieć największe poparcie.
Sondaże przedwyborcze w samorządzie
Ostatnie badania IBRiS dla Rzeczpospolitej wskazują, że PiS w najbliższych wyborach samorządowych mogłoby wygrać w trzech regionach: zachodniopomorskim, lubuskim i wielkopolskim. PO otrzymałaby najwięcej głosów tylko w dolnośląskim. Z badania wynika bowiem, że w województwach: wielkopolskim, zachodniopomorskim i lubuskim PiS może zdobyć kolejno: 32,4 proc., 28,3 proc. i 23,7 proc. głosów. Mimo zwycięstwa, PiS nie miałoby jednak zdolności samodzielnego rządzenia, a pozycja konkurencji, która może zawiązać koalicję znacząco utrudnia sytuację partii rządzącej.
Cóż z tego, jak mowa tutaj o sejmikach wojewódzkich – samorządzie terytorialnym praktycznie najwyższego szczeba, o którym Polacy wiedzą najmniej? Z perspektywy wyborów na urząd prezydenta, wójta czy burmistrza tego typu powiązania wyborów powinny być jedynie elementem tła.
W miastach, gdzie nie są prowadzone profesjonalne badania opinii wyborców można zapomnieć o jakimkolwiek rzeczowym podejściu do sprawy. Komitety wyborcze, które jeszcze nie są zawiązane formalnie już pewnie chcą się dowiedzieć, czy ich kandydat ma szanse na wygraną. Brak środków finansowych na zlecenie badań kieruje w stronę sondaży internetowych publikowanych w lokalnych serwisach. I tutaj zaczyna się prawdziwa jatka.
Sondaże przedwyborcze w serwisach to zabawa – nie badanie.
Kiedy sondaż rusza rzucane jest hasło: wszystkie ręce na pokład – klikamy i głosujemy. Zwolennicy jednego kontra zwolennicy drugiego. Do uczestnictwa w zabawie zapraszani są za pomocą mediów społecznościowych, czy SMS znajomi znajomych. I tak z sondażu robi się zabawa w rywalizację. Który z kandydatów ma większą liczbę zaangażowanych znajomych. Stąd wyniki zabawy są z góry spisane na wyrzucenie do kosza.
Tylko profesjonalne, anonimowe i pozbawione zachęty do udziału, badania mogą dostarczyć rzetelnych informacji. Tylko jak przeprowadzić badania bez wkładu własnego?
Metodologia badań społecznych jest prosta, wystarczy dokonać podziału społeczności lokalnej na poszczególne grupy i dobrać grupę reprezentatywną, określić jej wielkość i stworzyć kwestionariusz badawczy, najlepiej z pytaniami zamkniętymi ze skalą Likerta. To prosty przepis na zaprojektowanie badania.
Najważniejsze jest to, co chcemy się dowiedzieć. Mając na uwadze, że taki kwestionariusz nie może być za długi, kilka pytań dotyczyć musi spraw ogólnych – np. kierunku rozwoju miasta lub gminy. Dzięki temu będziemy wiedzieli, czego ludzie będą oczekiwali, co będą chcieli usłyszeć w kampanii wyborczej. Druga część musi dotyczyć kandydatów i np. oczekiwanych cech charakteru, z jakimi się kojarzą lub powinni się kojarzyć w oczach wyborców.
Sondaże przedwyborcze mają to do siebie, że muszą być profesjonalnie przeprowadzone. Nie mogą to być ankiety internetowe, których wartość merytoryczna jest słaba. Warto więc w okresie przedwakacyjnym zgłębić metodologię, by dobrze przeprowadzić badanie opinii.