Administracja publiczna, Kryzys, Polityka, Wizerunek

Życiorysy mniej ważne niż 500+

Skandale nie trącają silnego poparcia PiS-u, wszystko póki co jest pod osłoną sztandarowego programu 500+. Prawo i Sprawiedliwość swoim programem wyborczym zdepolaryzowało scenę polityczną. Rozbili lewicę, zawładnęli centrum i umocnili się w elektoracie prawicowym. Przy okazji nie dają możliwości na zjednoczenie partii opozycyjnych.

„500 złotych na każde dziecko” – wyborcy kupieni, lewica pozbawiona hasła wyborczego i jest poparcie. To sztandarowe hasło i zapowiedź realizacji projektu spowodowała, że część elektoratu kupiła produkt pod nazwą „PiS’. To realnie wpływa na życie – nie ważne, jakie jednostkowe skutki społeczne przyniósł ten program, jak wpłynął na elementy polityki społecznej realizowanej przez trzeci sektor czy instytucje wsparcia społecznego. Zupełnie nieważna stała się praca socjalna z ludźmi zagrożonymi wykluczeniem społecznym. Ważny jest przekaz. Jednak okazało się w rzeczywistości, że 500+ nie jest na każde dziecko, lecz na kolejne. Co stanie się, kiedy program trzeba będzie ograniczać ze względu na inne wydatki budżetowe? Co się stanie, kiedy rząd będzie zmieniał zasady przyznawania 500 zł.? Te pytania, choć pojawiają się w dyskursie, są pomijane. Problemu póki co nie ma.

Nie ma też problemu z Trybunałem Konstytucyjnym. Obywatel z tą instytucją ma niewiele wspólnego, więcej ma z 500+. Skoro trybunał nic nie daje obywatelowi, to czemu się nim przejmować? Skład sędziowski orzeka, rząd nie publikuje, „Wiadomości” nie informują, że demokracja jest zagrożona – nie ma problemu. Na żywność, dodatkowe zajęcia dla dzieci czy wakacje pieniądze płyną z budżetu państwa. Margaret Thatcher powiedziała kiedyś, że nie ma czegoś takiego jak państwowe pieniądze, są pieniądze obywateli – no i co? Ważne, że Kowalski dostaje.

Zakończył się serial „Spór o Trybunał”, sezon 1 się zakończył. Drugiego nie będzie. W nie-„Wiadomościach”, a w mediach undergroundowych śledzimy inny serial, tutaj akcja jest nieco bardziej skomplikowana, wymaga szerszego spojrzenia. Tutaj występuje bohater zbiorowy, jest nim Ministerstwo Obrony Narodowej. W rolach głównych: Macierewicz, Misiewicz i listy Prezydenta. Konflikt na słowa pisane – attaché w ambasadach, pędzące rządowe limuzyny i ich kraksy, minister niepytający się o stan rannych w pośpiechu przesiadający się do innego sprawnego samochodu, zdjęcia z jednej z dyskotek na wschodzie i na końcu radny partyjny ze wschodu występujący w filmie porno.

Serial kryminalny z wątkami obyczajowymi trwa w najlepsze. W „Wiadomościach” tego nie zobaczymy, a w Trójce nie usłyszymy. Słupki drgają, ale tylko chwilowo.