Bartłomiej Misiewicz – polityczny celebryta, wyszedł ze świata aptekarskiego do świata polityki. Długo w nim nie pobył, przejechał się raz na wschód i tyle go było.
Błyskotliwa kariera, finezja słowa, wyczucie w mediach społecznościowych, typowy zwierz medialny. Jak szybko wszedł do polityki i zaczął budować swoją postać, tak szybko zniknął. Fakt 23 stycznia 2017 napisał:
Limuzyna, ochroniarz, szastanie pieniędzmi, nagabywanie studentek i proponowanie pracy każdemu, kto rozpozna kim jest. To nie historia z życia milionera. To noc w białostockim klubie spędzona w czasie służbowej delegacji przez rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza.
Informacja rozeszła się w mgnieniu oka. Hasze? Proszę: #BARTŁOMIEJ MISIEWICZ #MON #BIAŁYSTOK #ALKOHOL #DZIEWCZYNY #ANTONI MACIEREWICZ #RZECZNIK #LIMUZYNA #OBRONA TERYTORIALNA
Foto fakt24.pl
W sieci pojawiło się nagranie, na którym młody mężczyzna rzuca poważne oskarżenia pod adresem współpracownika ministra obrony – Bartłomieja Misiewicza. Jak twierdzi, był molestowany przez rzecznika MON, który oferował mu pracę za seks, molestował go seksualnie oraz chciał oddać prezesowi Prawa i Sprawiedliwości. Mężczyzna podał swoje dane osobowe i musi być świadomy, że jeśli kłamie, to naraża się na pozew o zniesławienie.^
Oczywiście, kiedy sprawy ujrzały światło dzienne Misiewicz nagle znalazł się na urlopie, najpierw na tygodniowym, a później długość ta została wydłużona do „nie wiadomo kiedy”. W tym czasie zdjęcie rzecznika MON zniknęło ze stron ministerstwa. Tłumaczenie oficjalne? Jest na urlopie.
Jak długi będzie urlop rzecznika MON nie wiadomo, wiadomo natomiast, że obowiązki dyrektora gabinetu politycznego przejął wieloletni współpracownika Antoniego Macierewicza Krzysztof Łączyński.

indeks google’a z 4.02.2016
Bartłomiej Misiewicz nadal przebywa na urlopie i zniknie po cichu. Wizerunkowo: szkoda, że mamy wolne media. Inaczej sprawa by nie wyszła – ot taka drobna ironia.