Kilka kliknięć i już mamy konto, każdy z nas może być „Misiewiczem” w internecie. Nie tylko politycy muszą mieć się na baczności, część z nas – internautów – lubi dokuczyć w ten sposób. Powód – mamy zbyt duże (mylne) poczucie anonimowości w sieci.
Ostatnio pojawiła się informacja, że dobrze znany, Bartłomiej Misiewicz (farmaceuta, polityk Prawa i Sprawiedliwości, którego nie trzeba nikomu już przedstawiać) ma swojego psychofana. „Wprost” podał informację, że Misiewiczowi ktoś założył konto na twitterze. Minister Dezinformacji Narodowej przy Ministrze Obróny, Bartłomiej Misiewicz napisał:
Dezinformacja zataczająca dziś szerokie kręgi jest nieodpartym wyrażeniem głębokiej tęsknoty za źle oddanym głosem wyborczym.
Dawno, dawno temu, kiedy nasza-klasa.pl była topowym w Polsce medium społecznościowym inny polityk, również Prawa i Sprawiedliwości, miał problem. Edgar Gosiewski odkrył, że ktoś założył mu konto w serwisie. Powiadomił wówczas Generalnego Inspektora Danych Osobowych o możliwości popełnienia przestępstwa. Według ówczesnego szefa klubu PiS, przestępstwo miałoby polegać „na niezgodnym z prawem przechowywaniu i przetwarzaniu jego danych osobowych”. Szerzej o tym napisała Gazeta Wyborcza.
Nie tylko ludzie z pierwszych stron gazet mają problemy z fikcyjnymi kontami. W 2014 roku szesnastoletni uczeń założył kilku swoim nauczycielkom profile na portalach randkowych. Sprawa wyszła na jaw po kilku miesiącach, młody mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju przyznał podczas przesłuchania, że chciał się zemścić w ten sposób.
Cztery miesiące w zawieszeniu na dwa lata i około pięć tysięcy złotych grzywny – taką karę sąd wymierzył łęczyczanom. Sąd uznał, że założyli Katarzynie K., swojej sąsiadce, fikcyjne konto na portalu społecznościowym Nk.pl (wcześniej naszaklasa.pl), gdzie publikowali przerobione zdjęcia kobiety i dodawali dwuznaczne komentarze. Rodzina L.- mimo wyroku – nie przyznaje się do winy. Czytaj więcej
